Arkusz maturalny doc polski sierpień 2012 cz. II pisanie własnego tekstu

Egzamin maturalny z języka polskiego       sierpień 2012
Poziom podstawowy

Część II – pisanie własnego tekstu w związku z tekstem literackim zamieszczonym w arkuszu.
Wybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony (około 250 słów).
Temat 1. Poeta i jego miejsce w świecie. Co na ten temat mówią Jan Kochanowski w Pieśni XXIV i Tadeusz Różewicz w wierszu Poeta w czasie pisania?
PIEŚŃ XXIV
Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony
Polecę precz, poeta, ze dwojej złożony
Natury: ani ja już przebywać na ziemi
Więcej będę; a więtszy nad zazdrość, ludnemi
Miasty wzgardzę. On, w równym szcześciu urodzony,
On ja3, jako mię zowiesz, wielce ulubiony
Mój Myszkowski4, nie umrę ani mię czarnymi
Styks niewesoła zamknie odnogami swymi.
Już mi skóra chropawa padnie na goleni,
Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni;
Po palcach wszędy nowe piórka się puszczają,
A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.
Terazże, nad Ikara prędszy przeważnego,
Puste brzegi nawiedzę Bosfora hucznego
I Syrty Cyrynejskie5, Muzom poświęcony
Ptak6, i pola zabiegłe za zimne Tryjony7.
O mnie Moskwa i będą wiedzieć Tatarowie,
I róznego mieszkańcy świata Anglikowie;
Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznają,
Którzy głęboki strumień Tybrowy pijają8.
Niech przy próznym pogrzebie żadne narzekanie,
Żaden lament nie będzie ani uskarżanie:
Świec i dzwonów zaniechaj, i mar drogo słanych,
I głosem żałobliwym żołtarzów9 śpiewanych!
Jan Kochanowski, Poezje, Warszawa 1993
3 On ja – drugi ja, taki sam jak ja.
4 Piotr Myszkowski – biskup krakowski, podkanclerzy koronny, humanista, przyjaciel i protektor Jana
Kochanowskiego.
5 Syrty Cyrenejskie – zatoki przy północnych brzegach Afryki.
6 Muzom poświęcony ptak – łabędź.
7 Tryjony – okolice dalekiej Północy.
8 Którzy … strumień Tybrowy pijają – Rzymianie, Włosi.
9 Żołtarzów – psalmów, pieśni pogrzebowych.
POETA W CZASIE PISANIA
Poeta w czasie pisania
to człowiek odwrócony
tyłem do świata
do nieporządku
rzeczywistości
Poeta w czasie pisania
jest bezbronny
łatwo go wtedy zaskoczyć
ośmieszyć przestraszyć
wynurzył się
wyszedł ze świata
zwierzęcego
na wędrownych piaskach
widać ślady jego ptasich
nóżek
z oddali dochodzą jeszcze
głosy słowa
ziarnisty śmiech
kobiet
ale nie wolno mu
spojrzeć
za siebie
wyrzucony na powierzchnię
pusty poniewiera się
po mieszkaniu
zakrywa twarz
na której maluje się
zdumienie
błąka uśmiech
jeszcze nie potrafi
odpowiadać
na najprostsze pytania
słyszał
oddech wieczności
przyspieszony
nieregularny
listopad 1979
Tadeusz Różewicz, Na powierzchni poematu i w środku, Warszawa 1998

Temat 2. Analizując fragment noweli Bolesława Prusa Kamizelka, zwróć uwagę na postawę narratora wobec przedmiotów i ludzi oraz jego rolę w budowaniu refleksji o świecie.
Niektórzy ludzie mają pociąg do zbierania osobliwości kosztowniejszych lub mniej kosztownych, na jakie kogo stać. Ja także posiadam zbiorek, lecz skromny, jak zwykle w początkach. Jest tam mój dramat, który pisałem jeszcze w gimnazjum na lekcjach języka łacińskiego… Jest kilka zasuszonych kwiatów, które trzeba będzie zastąpić nowymi, jest… Zdaje się, że nie ma nic więcej oprócz pewnej bardzo starej i zniszczonej kamizelki. Oto ona. Przód spłowiały, a tył przetarty. Dużo plam, brak guzików, na brzegu dziurka, wypalona zapewne papierosem. Ale najciekawsze w niej są ściągacze. Ten, na którym znajduje się sprzączka, jest skrócony i przyszyty do kamizelki wcale nie po krawiecku, a ten drugi, prawie na całej długości, jest pokłuty zębami sprzączki. Patrząc na to, od razu domyślasz się, że właściciel odzienia zapewne co dzień chudnął i wreszcie dosięgnął tego stopnia, na którym kamizelka przestaje być niezbędną, ale natomiast okazuje się bardzo potrzebnym zapięty pod szyję frak z magazynu pogrzebowego. Wyznaję, że dziś chętnie odstąpiłbym komu ten szmat sukna, który mi robi trochę kłopotu. Szaf na zbiory jeszcze nie mam, a nie chciałbym znowu trzymać chorej kamizelczyny między własnymi rzeczami. Był jednak czas, żem ją kupił za cenę znakomicie wyższą od wartości, a dałbym nawet i drożej, gdyby umiano się targować. Człowiek miewa w życiu takie chwile, że lubi otaczać się przedmiotami, które przypominają smutek.
Smutek ten nie gnieździł się u mnie, ale w mieszkaniu bliskich sąsiadów. Z okna mogłem co dzień spoglądać do wnętrza ich pokoiku.
Jeszcze w kwietniu było ich troje: pan, pani i mała służąca, która sypiała, o ile wiem, na kuferku za szafą. Szafa była ciemnowiśniowa. W lipcu, jeżeli mnie pamięć nie zwodzi, zostało ich tylko dwoje: pani i pan, bo służąca przeniosła się do takich państwa, którzy płacili
jej trzy ruble na rok i co dzień gotowali obiady. W październiku została już tylko – pani, sama jedna. To jest niezupełnie sama, ponieważ
w pokoju znajdowało się jeszcze dużo sprzętów: dwa łóżka, stół, szafa… Ale na początku listopada sprzedano z licytacji niepotrzebne rzeczy, a przy pani ze wszystkich pamiątek po mężu została tylko kamizelka, którą obecnie posiadam. Lecz w końcu listopada pewnego dnia pani zawołała do pustego mieszkania handlarza starzyzny i sprzedała mu swój parasol za dwa złote i kamizelkę po mężu za czterdzieści groszy. Potem zamknęła mieszkanie na klucz, powoli przeszła dziedziniec, w bramie oddała klucz stróżowi, chwilę popatrzyła w swoje niegdyś okno, na które padały drobne płatki śniegu, i – znikła za bramą. Na dziedzińcu został handlarz starzyzny. Podniósł do góry wielki kołnierz kapoty, pod pachę wetknął dopiero co kupiony parasol i owinąwszy w kamizelkę ręce czerwone z zimna, mruczał:
– Handel, panowie… handel!…
Zawołałem go. […]
– Co chcesz za kamizelkę? – spytałem. […]
– Da wielmożny pan… rubelka! – odparł, roztaczając mi przed oczyma towar w taki
sposób, ażeby okazać wszystkie jego zalety.
– Dam ci pół rubla.
– Pół rubla?… taky ubjór?… To nie może być! – mówił handlarz. […]
– Kamizelka jest warta pięćdziesiąt groszy, a ja daję pół rubla.
– Pół rubla?… Niech będzie już pół rubla!… – westchnął, wpychając mi kamizelkę w ręce.
– Niech będzie moja strata, byle ja z gęby nie robił… ten wjatr!…
I wskazał ręką na okno, za którym kłębił się tuman śniegu. Gdym sięgnął po pieniądze, handlarz, widocznie coś przypomniawszy sobie, wyrwał mi jeszcze raz kamizelkę i począł szybko rewidować jej kieszonki.
– Czegóż ty tam szukasz?
– Możem co zostawił w kieszeni, nie pamiętam! – odparł najnaturalniejszym tonem,
a zwracając mi nabytek, dodał:
– Niech jaśnie pan dołoży choć dziesiątkę!…
– No, bywaj zdrów! – rzekłem, otwierając drzwi.
– Upadam do nóg!… Mam jeszcze w domu bardzo porządne futro…
I jeszcze zza progu, wytknąwszy głowę, zapytał:
– A może wielmożny pan każe przynieść serki owczych?…
W parę minut znowu wołał na podwórzu: „Handel! handel!…” – a gdym stanął w oknie, ukłonił mi się z przyjacielskim uśmiechem.
Śnieg zaczął tak mocno padać, że prawie zmierzchło się. Położyłem kamizelkę na stole i począłem marzyć to o pani, która wyszła za bramę nie wiadomo dokąd, to o mieszkaniu stojącym pustką obok mego, to znowu o właścicielu kamizelki, nad którym coraz gęstsza
warstwa śniegu narasta… Jeszcze trzy miesiące temu słyszałem, jak w pogodny dzień wrześniowy rozmawiali ze sobą. W maju pani raz nawet – nuciła jakąś piosenkę, on śmiał się, czytając „Kuriera Świątecznego”. A dziś… […] Dziś patrząc na starą kamizelkę, widzę, że nad jej ściągaczami pracowały dwie osoby. Pan – co dzień posuwał sprzączkę, ażeby uspokoić żonę, a pani co dzień – skracała pasek,
aby mężowi dodać otuchy. „Czy znowu zejdą się kiedy oboje, ażeby powiedzieć sobie cały sekret o kamizelce?…” –
myślałem, patrząc na niebo. Nieba prawie już nie było nad ziemią. Padał tylko śnieg gęsty i zimny, że nawet w grobach marzły ludzkie popioły. Któż jednak powie, że za tymi chmurami nie ma słońca?…
Bolesław Prus, Kamizelka, Warszawa 1969

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.