Szatan z siódmej klasy streszczenie

    Diabeł wyskakuje z pudełka

               W jednym z warszawskich gimnazjów uczył historii profesor Gąsowski. Jego metody pracy były trochę nietypowe. Niektóre z postaci historycznych traktował z większą uwagą, a nawet uwielbieniem (np. Napoleona), do innych odnosił się z lekceważeniem. Jego uczniowie, gdy nie przygotowali się zbyt dobrze, zawsze starali się skierować rozmowę na temat Napoleona. Wiedzieli, że wówczas profesor będzie z większą przychylnością traktował ich wypowiedzi.

               Najbardziej lubianymi przez profesora uczniami byli siódmoklasiści. Od jakiegoś czasu wszyscy rewelacyjnie odpowiadali na lekcjach historii. Za każdym razem profesor odpytywał trzy osoby. Kiedy wezwał do odpowiedzi Kaczanowskiego, a ten przyznał się, że jest nieprzygotowany, nauczyciel bardzo się zdziwił. Podobnie było z Ostrowickim, wywołanym jako drugi. Kiedy staruszek z wyrzutem stwierdził, że nie spodziewał się tego po uczniach ulubionej klasy, Adaś Cisowski wstał i przemówił w imieniu kolegów. Stwierdził, że od dawna znał metodę odpytywania profesora i według jego obliczeń powinny być pytane inne osoby. Przyczyną pomyłki było, jak twierdził chłopiec, sklejenie się kartek w dzienniku. Adam rzucił wyzwanie profesorowi i zaproponował zakład, że zgadnie, kto będzie odpytywany w najbliższą sobotę. Nauczyciel zgodził się i ustalili, iż każdy z nich na początku lekcji napisze na kartce po trzy nazwiska, by uniknąć nieporozumienia. Okazało się, że Adam zdołał trafnie przewidzieć, iż profesor nie zmieni swojej metody wyboru „skazańców". Ten, niezwykle zdumiony odkryciem, pogratulował chłopcu przebiegłości i inteligencji, choć jednocześnie młodzieniec go przerażał. Dzięki niej zresztą Adama nazywano w klasie „szatanem".

    Dwie awantury, a jedna gorsza od drugiej

           Adaś miał czworo rodzeństwa. Dzieci go szanowały, ale jednocześnie były bardzo głośne, co drażniło chłopca. Któregoś dnia wszystkie dzieci dostały po wielkiej porcji lodów. W tajemniczy sposób deser Adama zniknął, lecz ten szybko znalazł winowajcę, każąc każdemu z rodzeństwa zamoczyć ręce w wodzie. Suche były tylko dłonie Janka, więc chłopiec domyślił się, że to on zjadł jego lody (nie zamoczył rąk, bojąc się, że to jakiś podstęp).

             Kiedy indziej w sprytny sposób udało się Adasiowi zakończyć kłótnię kolegów z klasy: Zbyszka Jasińskiego i Józka Żelskiego, o kradzież pióra. Spostrzegawczość Cisowskiego spowodowała, że szybko odgadł, iż przedmiot ten skradł Staszek Burski. Zwróciło jego uwagę to, iż kolega do tej pory niezwykle bazgrzący, miał pięknie wykaligrafowane zadanie, napisane na dodatek czarnym atramentem. Tuż przed wakacjami koledzy z szóstej klasy poprosili „szatana" o wyszukanie błędu w księgach rachunkowych spółdzielni uczniowskiej – brakowało stu złotych. Adam, uważnie śledząc rachunki, zauważył, że do jednej z liczb przykleiła się nitka, udając setkę. Rozwiązanie tej trudnej sprawy przyniosło chłopcu sławę w całej szkole.