Dwa obrazy prowincji. Porównaj sposoby ich kreacji w podanych fragmentach Pani Bovary Gustawa Flauberta i Republiki marzeń Brunona Schulza.

  Dwa obrazy prowincji. Porównaj sposoby ich kreacji w podanych fragmentach Pani Bovary Gustawa Flauberta i Republiki marzeń Brunona Schulza.

        Prowincja to miejsce oddalone od centrum kulturalnego, politycznego, gospodarczego. Ale nie każdy mieszkaniec prowincji jest prowincjuszem, który wstydzi się swojego miejsca zamieszkania, zakładając, że przydaje mu ono kompleksu niższości. Tymczasem prowincjonalność to nie jest określenie miejsca, to cecha sposobu myślenia i stosunku do świata. Prowincjuszem się pozostaje nawet w kulturalnym centrum świata, natomiast człowiek twórczy w oddaleniu od centrum dostrzega szansę poznawania świata i jego współtworzenia. Takie rozumienie prowincji ilustrują fragmenty utworów autorstwa
Flauberta i Schulza.
          Obrazy prowincji w obu utworach są różne. W opisie Yonville dominuje słownictwo nacechowane negatywnie – przejmuje nuda, bezsens, stagnacja. U Schutza jest zgoła inaczej; owa prowincja to „wybrana kraina”, wszechświat,
sakralizowany i osadzony w kulturze kosmos. Skąd taka różnica? Wynika ona i z konwencji artystycznej zastosowanej przez autorów, i z kreacji narratora.
         „Pani Bovary” to utwór realistyczny, prekursorski wobec naturalizmu. Ukazuje świat brzydki, którego składniki są „bez akcentu” i „bez charakteru”, bezwartościowe, mizerne. Mieszkańcy o mentalności prowincjuszy są bierni i nie chcą nic zmieniać. Wszystko się psuje, rozpada – belki są sczerniałe, drzewa mizerne, podwórza ciasne. Życie tu się snuje, a Yonville jest osiedlem martwym. Jedyny godny obejrzenia obiekt to merostwo „w stylu greckiej świątyni”. Stoi on w rażącym kontraście z otoczeniem, ale nic dziwnego, bo projekt pochodzi z wielkiego świata, z Paryża. Miejscowa twórczość nawet lwa sprowadza do roli pudla. Tak bowiem wygląda ozdoba bramy wjazdowej oberży.
        W „Republice marzeń” jest inaczej. Ten mały prowincjonalny świat mikrokosmosu staje się w mityzowanym utworze Schulza kosmosem – to brzeg wieczności, to sens, premedytacja, korzenie w głąb rzeczy; istota. Świat ten jest sakralizowany, porównany z Kanaan, biblijną krainą „mlekiem i miodem płynącą”, a niebo nad nim jest jak kopuła, „pełne niedokończonych fresków”. 

         Domki w „Pani Bovary” przytłoczone są różnymi zabudowaniami gospodarczymi; mizerna grusza ledwie się przez nie przebija, podwórza są coraz węższe. Przestrzeń jest niemal pozbawiona natury, zatrzaśnięta, klaustrofobiczna.
Schulz natomiast kreuje świat ogródków otwierający się w anonimową równinę – otwartą przestrzeń. Podwórza toną w wybujałej zieleni. W opisie natury stosuje pisarz typowe dla siebie animizacje, mówiąc, jak „tchawki liści dyszą”, personifikowane „armie pokrzyw pożerają kultury kwiatowe”, a wszystko pleni się, wybuchając swoją gwałtownością. Wszak zielenina jest trująca, zjadliwa i pasożytnicza, ale jak zwycięska w swym istnieniu. Typowo poetycka metaforyka obrazu również uwzniośla ten sposób opisywania świata – nietypowy dla prozy.
        Ulica w „Pani Bovary” – jedyna zresztą – urywa się nagle i to, co dalej poza nią, nie jest już ważne. W „Republice marzeń” wprost przeciwnie – wyjeżdżanie za miasto otwiera to, co najważniejsze. Tam wyruszali mieszkańcy – ”w kraj już niczyj i boży”.
I tu dochodzimy do rzeczy istotnej dla owego porównania, czyli kreacji narratora.
       Narrator w powieści Flauberta mówi o sobie w liczbie mnogiej – „od czasu wydarzeń, o których tu opowiemy…”. Nie uczestniczy w tych zdarzeniach, relacjonuje je – wnikliwie i szczegółowo, choć niezupełnie bezstronnie. Posługując się słownictwem nacechowanym negatywnie, akcentuje wady miasteczka, jego zaniedbanie, nijakość.

      U Schulza narratorem jest mieszkaniec owej prowincji, który wraz z kolegami wyjeżdża za miasto, a właściwie do republiki marzeń, w której wszyscy oni są „marzycielami, braćmi spod znaku zieleni, z natury budowniczymi”. Oni wszyscy jak Demiurg, boski budowniczy świata, są artystami i jak artyści tworzą świat wyobraźni. Aby nie było wątpliwości, Schulz stosuje wyraźną opozycję między światem filistrów – miast ekonomii, cyfr statystycznych a światem jego bohatera wzbijającym się ponad rzeczywistość, którego nie rozumieją profani. Wyobraźnia młodych ludzi jest imaginacją, nierzeczywistością, literaturą. To wizja rodem z Szekspira, któremu udało się odtworzyć naturę w teatrze. Bohater – narrator zestawia siebie i swych kolegów z Don Kichotem. Chłopcy, tak jak wielki marzyciel z La Manchy, chcieli wejść w fantastyczność wszelkich historii, romansów, intryg i perypetii i stworzyć te światy w sobie. Tam – za miastem – miał powstać świat młodych w opozycji do dorosłych – „pod znakiem poezji i przygody, nieustannych olśnień i zadziwień”. Schulz używa określenia: „chcieliśmy się oszańcować”, co niewątpliwie pokazuje, jak silną trzeba stworzyć granicę między tymi ekonomiczno-filisterskimi dorosłymi a młodymi artystami. Ta granica widzenia w gruncie rzeczy istnieje. Nawet forteca, twierdza – miejsce pozornie zamknięte (jak Yonville w utworze Flauberta) nie musi być ograniczeniem, a wręcz przeciwnie, może otworzyć świat w nieskończoność i metafizyczność. Prowincja u Schulza to axis mundi przeszyty osią łączącą sacrum z profanum. Jak mizernie wygląda na jej tle ciasny i duszny, płaski i nudny światek
Yonville.
        Dwa opisy prowincji i dwa różne światy. Świat prowincjuszy, którzy nie lubią swojego miejsca, naśladują wielkie miasto z mizernym efektem, którym nie chce się nic zmienić wokół siebie i świat ludzi twórczych, kreujących rzeczywistość według swoich marzeń. Oba przedstawione w różnych konwencjach artystycznych – realistycznej i kreacyjnej. Pokazują, że w gruncie
rzeczy nie ma prowincji w świecie (w sensie geograficznym), prowincja może być tylko w człowieku. To jego energia, sposób postrzegania świata, moce twórcze, chęć życia stanowią o wszystkim, co się dookoła niego dzieje.

  

Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE