Trochę poświęcenia streszczenie

Trochę poświęcenia

I

      Wiedźmin rozmawiał z Syreną w imieniu zakochanego w niej króla. Znał język syren i tłumaczył królowi jej śpiew.  Syrena Sh'eenaz, nie chciała się zgodzić, aby wyjść za króla  za mąż. Król  Agloval był wściekły. Kapitan kogi doradził królowi, że wystarczy zarzucić sieć, aby złowić syrenę. Geralt odradzał, twierdził, że pod wodą może czaić się kraken. Król posiadał magiczny eliksir, który kupił za dwa funty pereł, który mógł zamienić rybi ogon na nogi. Chciał, aby syrena go wypiła. Sh'eenaz  nie zgadzała się, tylko proponowała królowi zamianę nóg w rybi ogon dzięki zaklęciu morskiej czarownicy – morszczynki. Syrena nie mogła zrozumieć, że król nie potrafi oddychać pod wodą. Była zła.

    Z kolei król  z wściekłości zamierzał nawet złapać syrenę w sieci, ale kapitan bał się krakena i nie wykonał jego rozkazu. Zakochani rozstali się w gniewie.

II

     Geralt spotkał się z Jaskrem, który układał balladę na temat syreny, która poświęca się dla ukochanego króla; zamienia ogon na nogi, ale traci głos, później po zdradzie ukochanego przemienia się w morską pianę. Z kolei wiedźmin skarżył się, że król mu nie zapłacił za tłumaczenie słów syreny, narzekali z Jaskrem, że nie mają pieniędzy. Stało się to z winy Jaskra; wcześniej nalegał on , aby wybrali się na festyn do Czterech Klonów.  Byli tam Leśniczy. Geralt nie przepadal   za Strażnikami Puszczy, zwanymi Leśniczymi, ktorzy zabijali  nieludzi. Przechwalali się, że  wieszają elfy. Jaskier zaczepiał strażników, potem  odśpiewał ułożony naprędce świński i obelżywy kuplet, kończący się słowami: „Chcesz być niczym, bądź Leśniczym”, doszło do awantury i srogiej ogólnej bijatyki. Szopa, służąca za tancbudę, została spalona. Interweniowała drużyna komesa Budiboga, zwanego Łyskiem, na którego włościach leżały Cztery Klony. Leśniczych, Jaskra i Geralta uznano za  winnych wszystkich szkód i przestępstw. Komes Łysek znał Jaskra, skończyło się więc na zapłaceniu grzywny, która jednak pochłonęła wszystkie pieniądze, jakie mieli.

     Musieli też uciekać z Czterech Klonów, bo wypędzani ze wsi Leśniczy odgrażali się zemstą, a w okolicznych lasach cały ich oddział, liczący z górą czterdziestu chłopa, polował na rusałki. Geralt nie miał najmniejszej ochoty oberwać strzałą Leśniczych – strzały Leśniczych miały groty zębate jak harpuny i paskudnie kaleczyły.

    Musieli zmienić plany, zakładające objazd przypuszczańskich wsi, gdzie wiedźmin mógłby znaleźć pracę. Zamiast tego pojechali nad morze, do Bremervoord. Niestety, oprócz rokującej mało szans na powodzenie afery miłosnej księcia Aglovala i syrenki Sh'eenaz, wiedźmin nie znalazł zajęcia. Przejedli już złoty sygnet Geralta i broszę z aleksandrytem, którą Jaskier trubadur dostał kiedyś na pamiątkę od jednej ze swych licznych narzeczonych. Nie mieli pieniędzy, ale wiedźmin nie był zły na Jaskra.

     Później spotkali podróżnika, którym był  Teleri Drouhard, kupiec korzenny, starszy tutejszej Gildii.  Jego syn  Gaspard zaręczył z Dalią, córką Mestvina kapitana kogi, więc poprosił Jaskra, aby zagrał na ich zaręczynach. Płacił trzydzieści pięć talarów wprawdzie trubadur obruszył się, ponieważ miał być drugim bardem, ale zgodził się, ponieważ potrzebowali pieniędzy. Pierwszym bardem miała być panna Essi Daven.

Optimization WordPress Plugins & Solutions by W3 EDGE