Marcin Kozera streszczenie

    Marcin Kozera

    Nieznajomy chłopiec

    Zosia, Felek, Wicek, Władek i inne polskie dzieci spotykały się w domu  Towarzystwa Polskiego w ubogiej dzielnicy Londynu na Charles Square. Tam uczyły się ojczystego języka. W czasie jednej z zabaw Władek znalazł się nagle  na skwerze, na który nie powinien wchodzić, jego koledzy, przestraszeni uciekli, a z trudnej sytuacji uratował go nieznajomy chłopiec, który siedział przed budynkiem.

    Rozpoczęły się zajęcia. Na lekcji języka polskiego do klasy wszedł pan Mateusz Kozera. Przyprowadził do szkoły swego syna – Marcina. W czasie rozmowy mężczyzny z nauczycielką dzieci stwierdziły, że nowy uczeń to ten sam chłopiec, który pomógł Władkowi.

    Marcin był synem stolarza, Polaka ze Strzałkowa, który 30 lat mieszkał w Anglii. Po śmierci matki wychowywał go ojciec. Zajęty pracą, nie miał czasu, aby nauczyć syna rodzimego języka. Chłopak mówił tylko po angielsku, ale na pytanie nauczycielki, czy chce się uczyć polskiego, odpowiedział niepewnie, że tak.

    Wyprawa z Krysią

    Choć Marcin był pilnym uczniem, nauka nie szła mu zbyt dobrze. Być może dlatego, że robił to bez przekonania. W gronie rówieśników stał się osobą ważną, gdyż potrafił wymyślać ciekawe zabawy. Nauczycielka obawiała się, iż jego brak zaangażowania w naukę języka będzie miał zły wpływ na innych uczniów.

    Najbliższą przyjaciółką Marcina stała się Krysia. Pewnego dnia wybrali się wspólnie na wycieczkę nad Tamizę. Chłopiec z dumą pokazywał koleżance miasto, budynki, rzekę i opowiadał o nich jak o swoich, jednak dziewczynka czuła się się tam niepewnie. W pewnej chwili Marcin zaczął się zastanawiać, czy ma prawo wychwalać miejsca, będące dziełem angielskich przodków. Do tej pory czuł się Anglikiem, a teraz miał kłopoty z określeniem swojej przynależności narodowej. W drodze powrotnej posprzeczał się z Krysią, która na skutek nieuwagi wynikającej ze zdenerwowania, podczas wysiadania z autobusu, została potrącona przez rower. Przez to oboje spóźnili się na lekcję polskiego. Całą winę za to zdarzenie chłopiec wziął na siebie.