Droga do świętości świętego Aleksego

                Dzieło otwiera inwokacja do Chry­stusa z prośbą o natchnienie (w starożytności zwracano się w tym celu do bogów lub Muz – opiekunek sztuk i rzemiosł). Następnie autor zachęca słuchaczy do słuchania, określając temat swego występu (żywot jednego świętego, /Coż milował Boga swego )  Mówiąc cztę [tzn. czytam] w jednych księgach o nim śpiewak próbuje nadać swym słowom wiarygodność,  ludzie średniowiecza żywili bowiem przekonanie, że to, co utrwalone piśmie, jest bezwzględnie prawdziwe.
            Pierwsza część właściwego żywe przedstawia nam rodzinę przyszłe świętego, pobożność jego ojca i matki. Byli to bardzo bogaci ludzie, którzy: żyli zgodnie z Bożymi  przykazaniami, nie zapominając o najuboższych:
    [Ojciec Aleksego] chował  siroty i  wdowy)

    Dał im osobne trzy stoły,

     Za czwartym pielgrzymi siedli  itd.
    (w. 19-21)
         Niestety, Najwyższy odmawiał im  przez długi czas łaski posiadania potomstwa. Dopiero długie modlitwy jednały bogobojnemu Eufamijanowi i Aglijas upragnionego potomka. Od razu było wiadomo, że syn się w lepsze: przygodził i był oćca barzo lepszy tzn. został stworzony do wyższych rzeczy i był wybitniejszy od swojego ojca. Kiedy skończył dwadzieścia cztery lata ta, ojciec uznał, że powinien się ożenić, a Aleksy pokornie na to przystał. Za żonę wybrano mu córkę cesarską zaś ceremonię ślubną odprawił sam papież. I tu następuje kluczowa scena  rozmowy podczas nocy poślubnej.  Aleksyzwrócił wówczas żonie pierścień  małżeński i oznajmił swą wolę : idzie w świat służyć Bogu. Zalecił jej, aby również żyła bogobojnie, a po śmierci połączą się znów węzłem mał­żeńskim w niebie. Żona obiecała to solennie. Nazajutrz Aleksy potajemnie opuścił rodzinny dom. Wsiadł na sta­tek i dopłynął do syryjskiej Jelidocni (Laodycei). Odchodząc z domu…
    Nabrał sobie srebra, złota dosyć,

    Co go mógł piechotą nosić;

    (w. 89-90)

    Jednak wkrótce po przybiciu do

    brzegu

    Rozdał swe rucho [odzienie]

    żebra kom,

    Śrzebro, ztoto popom, żakom.
           Wtedy zasiadł pod kościołem i wiele lat spędził podle proga, nie zważając na deszcz i chłód. Jego udręka była tak przejmująca, że skłoniła do interwencji samą Matkę Bożą – wyszła ona z wi­szącego w świątyni obrazu i kazała klucznikowi wpuścić Aleksego pod dach, na tym mrozie nie leży. Prze­straszony klucznik rozpowiadał o tym wszędzie dokoła, tym bardziej, że, jak mówi poeta:
    To się nie jedno dziejato,
    Ale się często dziejalo.
    (w. 117-118)
         Tymczasem rodzice rozkazali słu­gom, aby odszukali syna. Krążący po całym świecie posłańcy dotarli nawet do Jelidocni, nie rozpoznali jednak w obdartym żebraku bogatego dzie­dzica i wrócili z niczym:

     A oćcu są powiedzieli:

    „Nigdziejśmy go nie widzieli".

     A gdy to ociec usłyszał ta słowa,

     Tedy jego żałość była nowa. Tu jął płakać, narzekać,

    Mać [matka] nie mogła płaczu przestać.

    (w. 140-145)

    Powrót do domu

         Aleksy nie pragnął ziemskiej sławy, kiedy więc wieść o okazanej mu ła­sce Bożej Rodzicielki szeroko się roz­niosła, postanowił opuścić Jelidocnię. Wsiadł na statek i planował do­trzeć do Tarsu, miasta św. Pawła, jednakże na morzu się wietr obrocił święty trafił do Rzymu. Uznał, że stało się tak z woli Bożej i postanowił męki reszty życia przecierpieć na dworze ojca. Spotkał go i poprosił o to, by mógł zbierać odpadki z jego stołu w jimię Syna Bożego i dla' sy­na twego, Aleksego. Eufamijan nie poznał syna, ale gdy żebrak wymienił jego imię, zaczął płakać. Pozwolił mu zostać, ale zły szafarz (zarządzający spiżarnią) czynił mu wiele złego. Aleksy leżał pod schodami i każdy nań pomyje lal. Po szesnastu latach poczuł, że zbliża się śmierć; spisał wtedy swoje losy i, zacisnąwszy list w dłoni, oddał ducha. Wówczas sa­me rozdzwoniły się wszystkie rzym­skie dzwony. Ludzie nie mogli zna­leźć przyczyny tego zjawiska. Dopie­ro jedno młode dziecię objaśniło im, że odszedł ze świata wielki święty, którego ciało leży pod schodami do­mu Eufamijana. Wyruszyły tam tłumy z cesarzem i papieżem na czele. Od­naleźli wprawdzie zmarłego, ale nikt nie potrafił wyjąć listu z jego dłoni. Dopiero kiedy podeszła żona, sam jej w rękę upadł list. Przeczytawszy go, poznano w zmarłym Eufamijanowego syna. Na tym urywa się zawierający  241 wersów rękopis – brak zakoń­czenia, które liczyć mogło ok. 40 wersów.