Streszczenie szczegółowe Jądro ciemności

    STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE  JĄDRO CIEMNOŚCI

                     Czterej przyjaciele zebrani na pokładzie wycieczkowego żaglowca „Nellie", zakotwiczonego na londyńskim nabrzeżu Tamizy, słuchają opowieści kapitana Marlowa o jego wyprawie do Afryki centralnej. Marlow wspomina, że wrócił do Londynu po sześciu latach  spędzonym na podróżach na Oceanie Indyjskim, Pacyfiku, Dalekim Wschodzie. Postanowił zostać kapitanem statku i zająć się handlem na rzece. Posadę załatwiła mu ciotka, która miała znajomego w administracji spółki handlowej.

    Marlow otrzymał  nominację na stanowisko kapitana parowca w miejsce zmarłego niedawno kapitana Freslevena, który został zabity w bójce z tybulcami. Doszło do konfliktu między nim, a tybulcami o dwie czarne kury. Duńczuk poczuł się oszukany przez staego Murzyna i zaczął go bić kijem. Na pomoc staruszkowi przyszedł syn naczelnika wioski, który dźgnął kapitana włócznią. Potem tubylcy obawiając się zemsty białych opuścili wioskę i uciekli.

    Zaczyna on swą opowieść od relacji ze spotkania z dyrektorem spółki handlowej, posiadającej statki żeglujące po rzece Kongo. W biurze Kompanii siedziały dwie kobiety – jedna gruba, druga szczupła, robiły na drutach coś z czarnej wełny. Marlow pomyślał, że pilnują bram Ciemności i dziergają ciemną wełnę, jak ciepłu całun.

    Potem Marlow spotkał się doktorem, który  mu zmierzył czaszkę, ponieważ prowadził badania naukowe. Następnie udał się do ciotki, aby pożegnać się z nią.

                  Po krótkich przygotowaniach Marlow wyruszył  francuskim statkiem płynącym do Afryki wzdłuż wybrzeża, a w czasie podróży ma okazję obserwować kraj i tamtejszych ludzi. Po trzydziestu dniach u ujścia Konga przesiadł się na inny statek, płynący w górę rzeki do stacji spółki.  Dowodził nim Szwed. Marlow dostrzega wielu wynędzniałych, wycieńczonych z głodu czarnych niewolników, wykonujących bezcelową i bezużyteczną pracę. Na ich tle wyróżnia się mocno zaskakującą elegancją główny buchalter spółki. To od niego Marlow po raz pierwszy usłyszał o Kurtzu. Po dziesięciu dniach bohater wyrusza z karawaną złożoną z sześćdziesięciu ludzi w pieszą wędrówkę do odległej o 200 mil stacji centralnej. Po przybyciu na miejsce dowiaduje się, że statek, którym miał dowodzić, zatonął. Marlowowi nie pozostaje zatem nic innego, jak zorganizować jego wydobycie i naprawę.
                  Kilkumiesięczny pobyt w stacji daje bohaterowi okazję do poczynienia obserwacji o stosunkach panujących w koloniach. Wciąż mówi się wszędzie o kości słoniowej. Zaraza bezrozumnej chciwości przenikała to wszystko, jak trupi odór. Biali udają, że pracują, a tak naprawdę głównym ich zajęciem są knowania i spiski. Chodzi im jedynie o to, aby ich udziały w zyskach z handlu kością słoniową były jak największe. Od wielu napotykanych w czasie podróży ludzi Marlow słyszy opinie o Kurtzu, agencie z odległej stacji. Od jakiegoś czasu walczył on z chorobą i to właśnie Marlow miał płynąć mu na ratunek. Wszyscy mówili o Kurtzu jako o człowieku wybitnym, niepospolitym, który przysyłał więcej kości słoniowej niż wszyscy inni agenci razem wzięci. Był jednocześnie posłańcem miłosierdzia i nauki, i postępu, i diabli wiedzą czego jeszcze – tak o Kurtzu wyraził się spotkany podczas podróży fabrykant cegły. Marlow orientuje się, że dyrektor i jego zwolennicy byli niechętni Kurtzowi, obawiali się go, więc prawdopodobnie celowo opóźniali wyruszenie statku z ratunkiem.
                      Mimo utrudnień Marlow naprawia statek i wyrusza wreszcie w górę rzeki do najwcześniejszych początków świata, kiedy roślinność panoszyła się na ziemi, a wielkie drzewa były królami. Bohater, otoczony pierwotną dżunglą, czuje się mały i zagubiony, przerażają go i jednocześnie fascynują jej dzicy mieszkańcy. Od lęków uwalnia go praca – statek wymaga ciągłych napraw, a żegluga po nieuregulowanej rzece koncentracji i uwagi. W odległości 50 mil od stacji Kurtza wędrowcy docierają do trzcinowej chaty, obok której znajdują stos drewna, a w środku starą żeglarską książkę i tajemniczą wiadomość, by się spieszyli, ale płynęli ostrożnie. Następnego dnia w gęstej mgle napada na nich grupa tubylców, zasypując statek strzałami. Ginie sternik, ale dzięki broni palnej atak udaje się odeprzeć.