Znaczenie tytułu Ferdydurke

    Ferdydurke ukazała się na półkach księgarskich w roku 1937 (choć na okładce widniał rok 1938), czyli czterdzieści lat po Syzyfowych pracach, a na dwa lata przed legendarną (ze względu na swoją trudność: jednoczesne odwoływanie się do wszystkich głównych języków europejskich) powieścią-poematem Jamesa Joyce’a pt. Finnegans Wake (1939). Wymienione utwory dużo miejsca poświęcają tematyce szkolnej, a tym, co je szczególniej łączy, jest wieloznaczność tytułu. W powieści Żeromskiego, jak wiadomo, chodzić może bądź o „syzyfowość” wysiłków Rosjan, bądź Polaków (i to młodzieży polskiej lub — co sugeruje ostatnio Zdzisław Jerzy Adamczyk — całego narodu, próbującego w kolejnych powstaniach, co trzydzieści lat, zrzucić okowy niewoli). Tak więc zagadkowość tytułu Syzyfowych prac polega na niejasności powiązań naczelnego symbolu tego dzieła z różnorakimi grupami społecznymi (Rosjanie, młodzi Polacy, cały naród polski). Inaczej będzie z Finnegans Wake i Ferdydurke.


    W utworze
    Joyce’a tytuł jest wymyślnym i nieprzekładalnym kalamburem. Zdarzają się w nim odwołania do ballady o Timie Finneganie (majstrze murarskim, który spadł z drabiny i umarł, ale na odgłosy uczty pijackiej powstał z martwych z aluzjami do powrotu Finna MacCoola , poety i wodza z III wieku n.e., bohatera mitów celtyckich. Stąd kalambur Finn again (znowu Finn) i Finnegan (liczba mnoga — Finnegans — daje jeszcze jedno dodatkowe symboliczne znaczenie). „Wake” jest dwuznacznikiem, gdyż może oznaczać bądź stypę, „bądź przebudzenie się. Po polsku musielibyśmy wymyślić całą serię tłumaczeń nagłówka, by wyczerpać niuanse oryginalnego sformułowania (np. Stypa po Finneganie, Finn powraca, Przebudzenie się Finneganów). Większość tych sensów zawiera zwrot Finneganów ruń, łączący w sobie dwuznaczność rzeczownika i czasownika „ruń”, a ponadto liczba mnoga słowa „Finneganów” może stać się liczbą pojedynczą, jeśli założymy podhalańską genezę tego nazwiska („Finneganów” rymowałoby się z takimi nazwiskami jak: „Kaziów” czy „Gazdów”). Podobnie kalamburowy kształt ma tytuł powieści Gombrowicza. Zasadniczo autor nawiązuje do jednej z postaci pojawiających się w utworze amerykańskiego pisarza Sinclaira Lewisa pt. Babbitt (1922), która została przetłumaczona na polski w roku 1927. Narrator wspomina tu o niejakim Freddy Durkee (w polskim wydaniu: Ferdy Durkee), który dzięki ukończeniu kursu krasomówstwa awansuje na kierownicze stanowisko. Oryginalne brzmienie imienia i nazwiska (Freddy Durkee) pozwala na wszczęcie poszukiwań etymologicznych, które kończą się wnioskiem, że po polsku taka satyryczna nazwa własna (onomastyczna) mogłaby brzmieć: Tchórzysław Ciemniakowski . Czy Gombrowicz — nie znając oryginału powieści, a korzystając tylko z przekładu—mógł świadomie nawiązywać do tej ukrytej etymologii imienia Freddy oraz nazwiska Durkee? Różnie o tym można sądzić, choć niekoniecznie należy wykluczać autorską intuicję pisarza, tworzącego wszak dzieło niekonwencjonalne i podszyte groteskowym czy satyrycznym spojrzeniem na bohaterów.
    Inna kwestia powstaje wtedy, gdy na słowo „Ferdydurke” spojrzymy z polskiej perspektywy, zapominając o anglosaskim rodowodzie tego wyrazu. Wówczas tytuł pierwszej powieści Gombrowicza opalizuje rozmaitymi zalążkami i zawiązkami sensu. Najbardziej zagadkowy jest anagram tytułu, który daje dwuczęściową frazę: Rudy Fredek. Nic o żadnym płomiennowłosym Fryderyku badaczom biografii Gombrowicza nie jest wiadomo… Stąd ten anagram pozostawiamy w stanie zawieszenia, unosząc go poza świat przedstawiony w Ferdydurke. Bardziej zbliżony do realiów powieściowych byłby podział tytułu na słowa „Ferdyd” i „Urke”, w których można byłoby dostrzec karykaturalną wersję arystokratycznego imienia Ferdynand, a także określenie złodzieja w żargonie lumpen- proletariackim (urke; zob. pseudonim autora Miłości przestępcy — Urke Nachalnik; nb. pamiętnik Nachalnika był opublikowany w roku 1933, czyli przed drukiem Ferdydurke). Wszak jednym z wątków pierwszej powieści Gombrowicza jest zderzenie wzniosłości i arystokracji z nizinami estetycznymi i socjalnymi. Nie należy też pomijać tych dowcipnych Czytelników, którzy w omawianym nagłówku odszyfrują aluzje do symboliki hippicznej („Ferd” a słowo języka niemieckiego: Pferd) i orgiastycznej („dur” — szaleństwo) czy nawet seksualnej w psychoanalitycznej wersji badań nad wyobraźnią (Ferd y durke, gdzie „y” oznacza zapis spójnika „i”, „durke” zaś odnosi się do rdzenia słowa „dura” — ‚otwór, nora, jama’).

    • Nie koniec na tym. Niesamowity tytuł powieści Gombrowicza posiada bowiem — nie bacząc na swoją „męską” genealogię: Ferdy Durkee — trzy deklinacje: obok męskiej ) imienia także żeńską (ulubioną przez autora) oraz nijaką. Niektórzy krytycy łączą Józia Kowalskiego — odmłodzonego narratora opowieści o przygodach szkolnych, pensjonarskich i ziemiańskich — z niejakim Ferdydurke, który ma reprezentować dorosłą i dojrzałą część świadomości Józia, Inni dywagują o pojęciu „ferdydurke” (małą literą!) jako synonimie „upupienia”, czyli zdrabniania, przemieniania kogoś dojrzałego w postać dziecinną. W tym przypadku „ferdydurke” byłoby równoznaczne z „ferdydurkizmem”— fenomenem metamorfozy infantylizującej.

    Dodaj komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany.