Arkusz maturalny polski doc maj 2006 cz.II pisanie tekstu

    Część II – pisanie własnego tekstu w związku z tekstem literackim zamieszczonym
    w arkuszu. Wybierz temat i napisz wypracowanie nie krótsze niż dwie strony, tj. około 250 słów.

    Temat 1. Charakteryzując Makbeta na podstawie danych fragmentów dramatu Szekspira, określ, na czym polega tragizm postaci i porównaj go z tragizmem bohatera ze znanego Ci dramatu antycznego.
    William Szekspir Makbet (fragmenty)

    AKT I, SCENA VII
    MAKBET
    Jeśli to, co się ma stać, stać się musi,
    Niechby przynajmniej stało się niezwłocznie.
    Gdyby ten straszny cios mógł przeciąć wszelkie
    Dalsze następstwa, gdyby ten czyn mógł być
    Sam w sobie wszystkim i końcem wszystkiego
    Tylko tu, na tej doczesnej mieliźnie,
    O przyszłe życie bym nie stał. Lecz zwykle
    W podobnych razach tu już kaźń nas czeka.
    Krwawa nauka, którą dajem, spada
    Na własną naszą głowę. Sprawiedliwość
    Zwraca podaną przez nas czarę jadu
    Do własnych naszych ust. Z podwójnych względów
    Należy mu się u mnie bezpieczeństwo:
    Jestem i krewnym jego, i wasalem.
    To samo zbyt już przeważnie potępia
    Taki postępek — lecz jestem, co więcej,
    I gospodarzem jego, który winien
    Drzwi zamknąć jego zabójcy, nie owszem
    Sam mu do piersi zbójczy nóż przykładać.
    A potem, Dunkan tak skromnie piastował
    Swą godność, tak był nieskalanie czysty
    W pełnieniu swego wielkiego urzędu,
    Że cnoty jego, jak anioły nieba,
    Piorunującym głosem świadczyć będą
    Przeciw wyrodnym sprawcom jego śmierci,
    I litość, jako nowo narodzone
    Nagie niemowlę lub cherub siedzący
    Na niewidzialnych, powietrznych rumakach,
    Wiać będzie w oczy każdemu okropny
    Obraz tej zbrodni, by wiatr łzy osuszył.
    Jeden, wyłącznie jeden tylko bodziec
    Podżega we mnie tę pokusę, to jest
    Ambicja, która przeskakując siebie,
    Spada po drugiej stronie.
    Wchodzi Lady Makbet
    Cóż tam?
    LADY MAKBET
    Właśnie
    Wstał od wieczerzy. Po coś się oddalił?
    MAKBET
    Czy pytał o mnie?
    LADY MAKBET
    Ty mnie o to pytasz?
    MAKBET
    Nie postępujmy dalej na tej drodze:
    Dopiero co mnie obdarzył godnością
    I sam dopiero co sobie kupiłem
    Złotą u ludzi sławę, sławę, którą
    Godziłoby się jak najdłużej w świeżym
    Utrzymać blasku, nie zaś tak skwapliwie
    Odrzucać.
    LADY MAKBET
    Byłaż pijaną nadzieja,
    Co cię niedawno jeszcze kołysała?
    Zasnęłaż potem i budziż się teraz,
    Żeby ospale, trwożnie patrzeć na to,
    Na co tak raźnie wtedy poglądała?
    Nie lepsze dajesz mi wyobrażenie
    I o miłości twojej. Masz skrupuły
    Mężnie w czyn przelać to, czego pożądasz?
    Chciałbyś posiadać to, co sam uznajesz
    Ozdobą życia, i chcesz żyć zarazem
    W własnym uznaniu jak tchórz albo jako
    Ów kot, w przysłowiu gminnym, u którego
    „Nie śmiem” przeważa „chciałbym”.
    MAKBET
    Przestań, proszę.
    Na wszystkom gotów, co jest godne męża;
    Kto więcej waży, nie jest nim .
    LADY MAKBET
    I jakiż
    Zły duch ci kazał tę myśl mi nasunąć?
    Kiedyś ją powziął, wtedy byłeś mężem:
    O ile byś był więcej tym, czym byłeś,
    O tyle więcej byłbyś nim. Nie była
    Wtedy po temu pora ani miejsce,
    Jedno i drugie stworzyć byłbyś gotów;
    Teraz się jedno i drugie nastręcza,
    A ty się cofasz? Byłam karmicielką
    I wiem, jak to słodko kochać dziecię,
    Które się karmi; byłabym mu jednak
    Wyrwała była pierś z ust nadstawionych,
    Które się do mnie tkliwie uśmiechały,
    I roztrzaskała czaszkę, gdybym była
    Zobowiązała się do tego czynu,
    Jak ty do tego.
    MAKBET
    Gdybyśmy chybili?
    LADY MAKBET
    Chybić! Obwaruj jeno swoje męstwo,
    A nie chybimy. Skoro Dunkan zaśnie
    (Co naturalnie po trudach dnia prędko
    Pewnie nastąpi), przyrządzonym winem
    Dwóch pokojowców jego tak uraczę,
    Że się ich pamięć, ten stróż mózgu, w parę
    A władz siedlisko zamieni w alembik .
    Gdy snem zwierzęcym ujęci, jak trupy
    Spoczywać będą, czegóż nie zdołamy
    Dokazać wtedy ze śpiącym Dunkanem?
    Czego nie złożyć na jego pijaną
    Służbę, na którą spadnie cała wina
    Naszego mordu? […]
    MAKBET
    Niech się więc stanie! Wszystkie moje siły
    Nagnę do tego okropnego czynu.
    Idźmy i szydźmy z świata jasnym czołem:
    Fałsz serca i fałsz lic muszą iść społem.
    Wychodzą […]
    AKT V, SCENA V
    […]
    MAKBET
    Dawno już smaku trwogi zapomniałem:
    Był czas, gdym drętwiał słysząc głos puszczyka,
    Gdy przy słuchaniu powieści o strachach
    Włos mi się jeżył i prężył na głowie,
    Jakby był żywy; czas ten prędko minął;
    Przeładowałem się okropnościami:
    Spoufalone z zgrozą zmysły moje
    Stępiały na wpływ wrażeń.
    Sejton powraca
    Co znaczyły te krzyki?
    SEJTON
    Panie, królowa umarła!
    MAKBET
    Powinna była umrzeć nieco później;
    Czego się było tak spieszyć z tą wieścią?
    Ciągle to jutro, jutro i znów jutro
    Wije się w ciasnym kółku od dnia do dnia,
    Aż do ostatniej głoski czasokresu;
    A wszystkie wczora to były pochodnie,
    Które głupocie naszej przyświecały
    W drodze do śmierci. Zgaśnij, wątłe światło!
    Życie jest tylko przechodnim półcieniem,
    Nędznym aktorem, który swoją rolę
    Przez parę godzin wygrawszy na scenie
    W nicość przepada – powieścią idioty,
    Głośną, wrzaskliwą, a nic nie znaczącą.
    Przekład Józefa Paszkowskiego
    (William Szekspir, Makbet, Ossolineum 1967)